Menu

SToMaG Cooltura Stooka

Kultura coś stuka, a sztuka się tak jakoś kuli...

E tam. Nie wszystko i nie nic.

slavmar

Szacunek należy się wszelkim formom życia, a może także nieżycia, ale akurat niekoniecznie antropomorficznym artefaktom czy humanogennym symulakrom. Pułapkom na kontakt. Albo koloniom wygłodniałych ideożerców, które poprzez relacje własności z przestrzeniami sakralnymi lub na skutek łatwego dostępu do miejsc specyficznie wystawienniczych, czy przez organizację bliskiej obecności bytów wyższego rzędu i ich skrzepłych wydzielin (farba, glina, gips, metale kolorowe, tworzywa sztuczne, idee) - schlebiają sami-sobie fromtajm-tutajm, protegując protekcjonalnie, choć nie bez lęku, biedne jednorożce na wymarciu i bezbronne lilie - komuż? - oczom i światom obcym. 

W sobie nurzają sztukę biedną. Kolonie żywych i nieżywych kultur. Wyśmienici nieboszczycy dnia wczorajszego.

[Tak! To jest napad!]

Takie więc monady a'priori podsiębierne (nie inne, o innych monadach nie mówię) powinny znać swoje miejsce, a miejsce ich jest niżej. A miejsce artysty jest wyżej. A dać kurze grzędę. A poczytajże se Balthusa, co też on takiego o wstrętnym epitecie "hartysta" myślał, o tej potwarzy, o obeldze tej. Do której jak do złamanego kamienia modlą się usta nie-Eliotów nie-Van Vogta. Nie A.

Możemy stwierdzać fakty wylegując się na skórze zdjętej z Hitlera i położonej na nowoczesnych posadzkach Mocaku, ale w Mocaku znajdziemy zapis poronionych koncepcji współczesnego bałwochwalstwa wobec quasi-żartobliwych idei dadaizmu, którymi Leninowie współczesnego konceptualizmu tak się przejęli, że aż się zatchnęli. I se zrobili z tego śtukie.

[Z dobitnym, kategorycznym wyłączeniem czasowej ekshibicji zakrzepłych form sprokurowanych przez szlachetnego Jonasza Sterna. Oraz innych podobnych.]

A wchodźże po schodkach, na wieżyczkę wchodź, wchodźże, a kastrujże, kastruj. Kastruj i rejestruj. I pamiętaj - teraz modne są "projekty". Wszystko jest projektem. Kiedyś wszystko była poezja. Ale nie teraz. Najlepsze są inteligentne projekty, nie Opus Dei, tylko z czystej Opus Rei utkane. Mater Dei!

A dlaczego nie tkają z włókien nerwowych smutku, skoro tacy obrazoburcy, ikonoklaści, ideo-idiosynkratycy bez dolorozy?

O, ale. Jeszcze mało tu jadu, ew. tojadu, blekotu, wilczej jagody, piołunu, gwiazdy psiej, szczwołu plamistego, wypieków z cukierni ciast trujących, jeszcze mało żółci, mało różu, pudru, czerwieni, ceruleum szlachetnego mało, i monomanii nie za dużo tu, o, jeszcze mało melancholii, i brutalnej, miażdżącej wszelkie rozsądne knowania  zadumy. Ale spokojnie, spokojnie, spokojnie.

Komentarze (2)

Dodaj komentarz

© SToMaG Cooltura Stooka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci